|
Lyric provided by www.seekalyric.com |
H.I.P.-H.O.P. to nie chec bycia strazakiem Z tego sie nie wyrasta jak Jozin z bagien Tak wiec odwaznie zaleznie podazam swym szlakiem Szanuje wiernego, gardze sezonowym krzakiem Jestem uswiadamiaczem wiec oglupiacze poluja Na mnie jak na smerfy Klakier Wypracowuje marke, to rymu szlachetny lakier Wtem rak kiedy mnie dopada zwatpienie, mam odechcenie Jestem pracusiem na minusie Mimo ze sie na globusie nie leni Tez ulegam pokusieklo niezlomnie mnie, oniemienie Nie mowie, ze nie uwierzenie w to To sprzeniewierzenie lecz Nikczemnie chce czy nie to otoczenie Wszczelo wrzenie we mnie, oto ma odsiecz Plyte te czynie jako naczynie w ktorym krew Zagotowuje co dzien sie, slowa to moj miecz Niepewnie tnie mnie niemy krzyk o przelom przeprzy Kro, ze oprocz tej zenady kazdy jak Wikipedia Wierzy, ze od drugiego lepszy Wszystko nalezy sie za free a przede wszystkim mp3 Wiec na laczach ruch jak na helu przeprzy Kro mi, ze brzydko okradaja nas mowie To za wielu toniemy tonieprzy Jemne jak zmiana pieluch Lub piwo bez chmielu w glowach sie pieprzy Chyba czas je przewietrzyc To mania okradania sowietow Lata kombinowania kazdy cwaniak Od opodatkowania do skasowania biletu [x2] Prawda gorzka jak chwila slocca tu krotka W Polsce sprzedaje sie tylko godnosc i wodka Prawda gorzka jak chwila slonca tu krotka Sztampa, plagiaty, kielbasa, disco i wodka Patrz kurwa mac stali na sali Machali mi rekami nogami sami sie deptali cali patrz ustami wykrzykiwali moj rap azali mieli kupili czy kazdy kradl spalimy bat zrobimy fot ile masz lat malolat, ale z ciebie kot zrobmy se lot desperado jak Salwador Dali oto moj pot, oto moj glock cie rozwali na sali jest Fokusmok, krok cie dzieli od stop, kilku stali miecz wykuwa mlot pelen detali nazywali by go chodz mam to cos co cie powali masz mp3 nie masz sie czym chwalic masz ta plyte, moge cie ocalic o boze nie masz co palic wysluchali, do cna wyjebali na smietniku kultury sie czai jak straz nocna czeka na skok na fali od podstaw znow z goww anomalii ich i rzemiosla droga prosta szla po podpalonych mostach z dwoch stron stali, wysylali w postach i podpalali cos w nas Hipoteza brzmi - ci ludzie nie maja kasy Ja, uhm, ci ludzie nie maja klasy Kazdy lasy na frikowe rarytasy Stad te nasze jezykowe wygibasy Zapnij pasy protegowany tej rasy Wodzi na zawarcie przymierza Jak sub-basy spotegowany masyw Otwiera przed soba sezam Ale co tam mamy totalne szczescie Gramy co kochamy najczesciej Nasuwa sie pytanie czego chciec wiecej? Moze po prostu mamy zle podejscie Mysle, ze nawet majac miliard w rozumie Nie potrafilbys tego zrozumiec Poki co w sumie musze to uniesc Gdy pasozytem staje sie konsument Wszedzie dwoch zawodowcow kontra stu konformistow Mowia, ze jestem mistrzem slowa A czuje sie niczym pastuch I chyba brak mi slow Tony kontrastow z mej nadziei zrobily Tiramisu Wieje mi realizmem, kocham ojczyzne Ktora ma system wyciskajacy nam na moralnosci blizne Co dzien przez biznes trace swa podobizne Honor przypomina mi na wynos tania chinszczyzne Walczyc o wizje czy wygodnie wyzyc pokykajac trucizne Szacunkiem w srodowisku nie nakarmie rodziny, predzej zawisne W powietrzu jak Trinity w Matrix'ie jak woda w Wisle skisne Stoje na rozwidleniu, powietrze cuchnie nibylandii tragikomizmem Etyka myli mi sie z debilizmem Lizne misie, blant mi tli sie, mitlich fluchel Tomku Lisie jak chyba wiem co z ta Polska To malinowy soviet mental kisiel [x2] Prawda gorzka jak chwila slonca tu krotka W Polsce sprzedaje sie tylko godnosc i wodka Prawda gorzka jak chwila slonca tu krotka Sztampa, plagiaty, kielbasa, disco i wodka Thanks to razvan |